„Każdy, kto pożądliwie patrzy na kobietę, już się w swoim sercu dopuścił z nią cudzołóstwa” (Mt 5:27-32).
Ten fragment Ewangelii św. Mateusza prawdopodobnie przyprawia o niepokój niejednego normalnego faceta. Być może wielu uważa go za przesadzony, niemożliwy w realizacji, albo po prostu odrzuca jako niepraktyczny. No bo jak (i po co) nie patrzeć pożądliwie na bardzo piękną i seksowną kobietę?
Przede wszystkim należy zauważyć, że żyjemy w totalnie zseksualizowanym świecie, który całkiem zapomniał o 6. przykazaniu Dekalogu. Albo ma je po prostu gdzieś i dotyczy to tak wierzących jak i niewierzących. Kiedyś pewna dziewczyna zapytała mnie, dlaczego wszyscy faceci mają obsesję na punkcie seksu. No bo istnieje cała masa ludzi, którzy sprawiają wrażenie (lub co gorsza, chcą sprawiać takie wrażenia), jakby seks był czymś najważniejszym w ich życiu. I jest to przykre, bo jeśli dziewczyna miała pecha i trafiała tylko na ludzi pokroju bohaterów „American Pie” czy „Warsaw Shore”, od których nie doświadczyła miłości, albo wręcz, została przez nich skrzywdzona, to nikt jej nie przekona, że istnieją mężczyźni o innych priorytetach (chyba że takiego wreszcie spotka). Osobniki masowo „wyrywający dupy”, gadający o pieprzeniu przy każdej okazji lub popadający w bezmyślne kompleksy na punkcie swojego zbyt małego przyrodzenia i innych rzeczy, z którymi ponoć jest coś nie w porządku, bo w jakiejś gazety tak napisali. I obawiam się, że wielu ludzi zachowuje się tak a nie inaczej nie dlatego, że tacy są, ale że ktoś (lub coś) ich do tego skłania.
Współczesna kultura jest kompletnie irracjonalne, jeśli chodzi o seks – przechodząc ze skrajności w skrajność, wpycha go praktycznie wszędzie. Wulgarny, pusty, kiczowaty, pozbawiony miłości i erotyzmu towarzyszy nam na co dzień – w reklamach, programach rozrywkowych, kolorowych gazetach, teledyskach. Jest chwytliwy, przyciąga uwagę, a przy tym kompletnie odszedł gdzieś od swoich podstawowych funkcji, kształtując ludzkie zachowanie i postrzeganie świata.
Weźmy taką pornografię – jest to chyba najbardziej bezsensowna i bezproduktywna rzecz, jaką ludzkość wymyśliła. Już nawet niektóre narkotyki są sensowniejsze, bo przynajmniej dają człowiekowi jakieś krótkoterminowe korzyści. Jakie korzyści płyną z pornografii? Żadne. Uzależnia, jest wulgarna i infantylna, marnuje czas, silnie oddziałuje na percepcję prowokując utratę kontroli nad sobą, pozostawia w mózgu silnie i wyuzdane obrazy, które ciężko skasować, nie przedstawia sobą żadnej wartości intelektualnej ani artystycznej… no nie i tyle – seksu się z niej nikt nie nauczy, najwyżej wpadnie w kompleksy, a i też nigdy nie spotkałem nikogo, kto by ją oglądał z wrażliwości na sztukę (redtube to nie muzeum dziedzictwa internetowego, przykro mi). Oglądać obrazy, które nic nie znaczą, żeby wykonywać czynność, która niczemu nie służą, marnując energię, która mogła być spożytkowana na setki lepszych sposobów. Ok, teoretycznie jest jedna zaleta – chwila przyjemności i oderwania od rzeczywistości. Twierdzę jednak, że jeśli człowiek nie potrafi sobie znaleźć ambitniejszej rozrywki, to czegoś w jego życiu musi brakować.
W gruncie rzeczy seksualizacja odsuwa ludzi właśnie od myślenia. Janusz Korwin-Mikke, który znany jest z dość lubieżnego podejścia do kobiet (kto dokładnie czytał „Vademecum ojca” albo słuchał jego wypowiedzi o licznych kochankach ma kminę o co chodzi), stwierdził kiedyś w dość wulgarnych słowach, że ludzi odpowiedzialnych za seksualizację młodzieży należałoby pozabijać. Bo w ten sposób władcy podporządkowują sobie lud – dając mężczyźnie kawałek kobiecego tyłka nie trzeba się już nim więcej przejmować, że się zbuntuje, rozpocznie jakieś działanie wywrotowe, zakwestionuje jego prawo - po prostu będzie zajęty czymś innym. Do tego, żeby tylko otrzymać tę nagą skórą, będzie w stanie zrobić bardzo wiele. Zauważył to słynny Starzec z Gór, tworząc fanatycznie oddaną sektę skłonnych do samobójstwa asasynów, obiecując swym sługom muzułmański raj, w którym będą pieprzyć (bo inaczej tego nie można nazwać) hurysy dzień i noc. Zauważyli to agenci wszystkich wywiadów, którzy najczęściej próbują zwerbować człowieka drogą łóżkową (co w połączeniu z alkoholem i pieniędzmi daje zazwyczaj pożądany efekt). I tak dalej. Wszystko to rozchodzi się o kontrolę siebie i swoich popędów. Każda słabość człowieka jest wykorzystywana przeciwko niemu i seks nie jest tu żadnym wyjątkiem.
Dlatego też dziwi mnie, że pojęcie czystości przedmałżeńskiej zostało tak bardzo zdezaktualizowane. Coś co świadczy raczej o zdroworozsądkowej postawie, o silnych zasadach moralnych i jest swego rodzaju wyzwaniem (bo zawsze trudniej jest się oprzeć pokusie niż jej ulec), zaczęło być utożsamiane z obciachem, ciemnogrodem, „średniowieczem” i tak dalej, właściwie bez jakiejś wyraźnej przyczyny. Bo właściwie co w tym złego (albo śmiesznego), że mężczyzna chce zaczekać z seksem, albo że nie chce mieć w życiu kilkunastu kobiet, ale tę jedną, którą pokocha? Wydaje mi się, że nawet wielu ludzi w głębi duszy chciałoby żyć w ten sposób, ale nie robi tego w wyniku presji środowiska, gdyż nie do końca potrafią obronić taką postawę przed pozbawionymi merytorycznej argumentacji, często wulgarnymi szyderstwami. Dlatego też narzucają się kobietom, szantażują je („jak mnie kochasz to udowodnij to w łóżku”; a dlaczego nie na odwrót, „jak mnie kochasz, to poczekaj”?), zdradzają, a w najlepszym razie jest im wszystko jedno („jak dziewczyna sama zaproponuje, to nie odmówię”).
A idąc przeciwną drogą można przecież całkiem normalnie ułożyć sobie życie, bez chaosu i niepokoju, towarzyszącego bohaterom reality show albo celebrytom, którzy całe życie czegoś poszukują, choć nie wiedzą czego. Budowanie związku w łóżku jest jak biblijne stawianie domu na piasku – nie wiadomo, jak długo przetrwa, bo prawdziwe życie nie sprowadza się do seksu, a właściwie to ma z nim niewiele wspólnego – życie to walka, osiąganie celów ambitniejszych niż poderwanie pijanej w klubie, stawianie czoła problemom i kryzysom, których nie rozwiązują chwile uniesień. Odsuwając seks ze szczytu swoich priorytetów można się skupić na prawdziwym pięknie swojej wybranki – na jej uczuciach, poglądach, miłości, inteligencji, odwadze, szlachetności, tym kim jest, jaka będzie… Albo po prostu stwierdzić, że jest piękna (tak po prostu) i że będzie wsparciem, nie zastanawiając się od razu, jak to się to ma do spania razem. I jest to dar, o którym się zapomina. A może czasem po prostu warto, w imię ważniejszych rzeczy niż krótka chwila przyjemności.
Stara Prawda
Komentarze:
Dodaj komentarz